TinyMCE zazwyczaj robi sieczkę z kodu strony, więc ja piszę swoje artykuły w czystym HTMLu
Przyznam jednak, że nie jest to do końca wygodne - napisanie całego znacznika a href, albo <strong style="font-weight:normal"> (używam go do pozycjonowania) trochę trwa.
Około miesiąca temu niemiecki LinkLift ogłosił, że zabiera swoje zabawki z Polski i nie przyjmuje nowych klientów. Była to firma, która płaciła za sprzedaż linków tekstowych na stronach internetowych.
Na szczęście niedawno pojawiła się konkurencja - polska firma ProLink. Zaczałęm właśnie korzystać z ich usług i muszę przyznać, że wyglądają bardzo solidnie i profesjonalnie - dużo lepiej, niż LinkLift.
Od jakiegoś czasu zastanawiałem się, pod jakim adresem umieszczać kolejne wersje językowe tej samej strony internetowej:
- domena.com, czyli każda wersja językowa pod tą samą domeną
- domena.com/pl, czyli każda wersja językowa pod innym katalogiem
- domena.pl, czyli każda wersja językowa pod własną domeną globalną
- pl.domena.com, czyli każda wersja językowa pod swoją subdomeną
Ostatnie wypowiedzi Matta Cuttsa na Google Webmaster Help i trochę doświadczenia wreszcie przyniosły jednoznaczną odpowiedź.
TinyLetter i letter.ly pozwalają na szybkie założenie i łatwe prowadzenie płatnego (dla subskrybentów) newslettera e-mailowego. To ciekawa koncepcja, której realizacją można uzupełnić serwisy WWW z aktualnościami, do których dostęp jest płatny. Gdyby chwilę pomyśleć, pewnie by się znalazło inne przydatne zastosowania.
Na samym letter.ly widać z kolei ciekawe zajawki: publikowane są tytuły wpisów oraz komentarze do nich, lecz nie same treści. Daje to pogląd, czy content jest interesujący, inspirujący lub kontrowersyjny, wspiera SEO i skłania ku subksrypcji.
Czy komentarze faktycznie dobrze wpływają na pozycjonowanie i odwiedzalność strony?
Okazuje się, że często przynoszą więcej szkód, niż korzyści...