RSS
RSS
  • Już 25 marca nowy wpis:
  • "Google rezygnuje z podawania pozycji w wynikach wyszukiwania"

Google Kontra DuckDuckGo i Bing


Kategorie: Wszystkie

0

Już kiedyś na tym blogu pochwaliłem wyszukiwarkę DuckDuckGo za rozwiązania lepsze od Google. Minęło trochę czasu i muszę przyznać, że jej autorzy nie zasypiali gruszek w popiele.

Ich wyniki wyszukiwania są całkiem niezłe, kreują się też na ciekawą alternatywę dla Google. W przeciwieństwie do Binga, który jest skrajnie bezużyteczny i dwulicowy.

Zalety DuckDuckGo

DuckDuckGo, jak widać na powyższym zrzucie ekranu, ma całkiem sensowne rekomendacje po prawej stronie wyników. Dla zapytania "houses" można zobaczyć oferty domów na sprzedaż, czy zdjęcia, a sama główna strona wyników prezentuje właśnie te pierwsze. Google natomiast prezentuje jakieś artykuły z Wikipedii z opisem, czym są domy... Wątpię, by tego szukała większość Internautów, wpisujących taką frazę.

Tak czy owak to tylko przykład, który rzucił mi się w oczy. Jeszcze na marginesie: jakoś ich prezentowanie i podświetlanie wyników po najechaniu myszą jest znacznie przyjemniejsze, niż w innych wyszukiwarkach - zobacz sam.

Chciałem przede wszystkim podkreślić to, jak autorzy tej wyszukiwarki potrafią znaleźć swoją siłę tam, gdzie siłą wydaje się Google. Przykładowo, poniższy spot reklamowy uświadamia, że personalizacja wyników przez Google ogranicza zakres odwiedzanych stron i tym samym opinii. Generalnie kisimy się w tych samych źródłach informacji i opiniach, które i tak podzielamy. To ciekawe podejście i w pewnym zakresie słuszne.

Gdyby nie to, że Google znajduje mi to, czego potrzebuje, to bym chętnie używał DuckDuckGo. Tylko nazwę by mogli zmienić na coś krótszego.

(Niedo)rozwój Binga

Co do Binga... Jeszcze nie zdarzyło mi się tam znaleźć strony, której szukałem - a szukałem wielokrotnie. Serio, są beznadziejni.

Najlepsze jest całe zachowanie Microsoftu i nie mam na myśli tego, że pobierali słowa kluczowe do Binga śledząc, co użytkownicy ich toolbara wpisują w Google.

Jakieś pół roku temu Google zrobiło sporą aktualizację swojej polityki prywatności. W skrócie, mogli wymieniać dane między swoimi różnymi usługami, np. dopasowywać reklamy w Gmailu na podstawie obejrzanych na YouTube filmów. Burza w Internecie była niesamowita, musieli tłumaczyć się (i wciąż to robią) przed FTC i Unią Europejską.

Microsoft korzystając z okazji zorganizował kampanię nagonkową, podkreślającą, jak szatańskie są zapisy Google.

Tymczasem właśnie Microsoft niespełna miesiąc temu zmienił po cichu swoją politykę prywatności na dokładnie taką samą - pozwalającą na dowolną wymianę informacji między swoimi usługami. Tyle, że w przeciwieństwie do Google nie ogłosił tego na głównym blogu firmy, nie uprzedził wcześniej mailowo swoich użytkowników dwukrotnie, w jedynym wysłanym mailu nawet nie wspomniał o naturze zmian, a w komunikacie wyjaśniającym użył sformułowania "lepsza intergacja" (Google jawnie napisało "przekazywanie Twoich danych między naszymi usługami").

Także Microsoft jak zwykle odwala dziadostwo... Zmiany weszły w życie 19 października i mało który serwis internetowy o nich napisał. Przynajmniej nikomu się nie tłumaczą :)

Komentuj

Subscribe without commenting